Pamiętnik Ewy”- taka przesyłka dotarła do Rodziny w latach 80-tych. „Oddać do rąk Janiny D”. Pomimo starań, nigdy nie udało się dotrzeć do adresatki. Pamiętnik budził emocje. Wspomina się tam miejsca i ludzi dobrze Rodzinie znane, gdyż Ewa okazała się odległą w czasie i przestrzeni kuzynką, mieszkającą gdzieś na Antypodach, z którą Rodzina straciła po wojnie kontakt. Pamiętnik przeleżał w szufladzie 30 lat. Nadszedł czas, aby podzielić się nim z Wami. Są to prywatne notatki, nigdy nie szykowane do publikacji, dlatego emocje w nich zawarte, często naiwne i patetyczne, są prawdziwe, a nie obliczone na efekt wstrząśnięcia czytelnikiem.

Zapraszam Was na wędrówkę w czasie i przestrzeni. Naszym przewodnikiem będzie Ewa Wojakowska-dziewczyna, która prowadziła przed wojną normalne, beztroskie życie, zanim jej świat się rozpadł.

Przepisując Pamiętnik nie ingeruję w składnię zdań, ani w archaiczną pisownię wyrazów. Poprawiam jedynie literówki, interpunkcję, kolejność słów tam, gdzie zaznaczyła to autorka. Ilustracje pochodzą z zasobów internetu, lub z archiwów własnych. Wprowadziłam je jako dekorację, nie stanowią one elementu pierwotnego pamiętnika. Konwencja bloga wymaga nadawania tytułów postom. Również owe tytuły nie są częścią pamiętnika.

Informacja dla nowych czytelników:

Po prawej stronie znajduje się link do początku historii Ewy.

Przed skopiowaniem fragmentów pamiętnika na inne portale, prosimy o zwrócenie się o zgodę!

środa, 11 maja 2011

Perski przepych.

Wigila rok 1942. Jesteśmy wolne. Siedzimy przy stole suto zastawionym. Nie brakuje niczego, tylko najbliższych i wolnej Ojczyzny. Pierwszy raz, od żółtaczki, jadłam normalnie, ale odchorowałam to przez całe święta Bożego Narodzenia.
Na Sylwestra zaprosił nas inżynier Bassilo, drugi mąż pani Cornelli. Oprócz nas i gospodarzy, w Sylwestrze wzięli udział kapitan marynarki- Irańczyk oraz Polka- Mary.
Przyjęto nas udanie, podano różne smakołyki. Wznoszono toasty za pomyślność Polski i Włoch, a kiedy mama niechcąco wywróciła kieliszek z szampanem, obecni poczytali to za szczęście, maczali palce w rozlanym szampanie i nacierali skronie.
Kilka dni później męża pani Cornelli istotnie spotkało „szczęście”. Został internowany i na czas wojny osadzono go w obozie w Indiach.

Nowy Rok 1943.
Pół dnia straciłam, by odnaleźć mieszkanie Hanki Pohoreckiej. Szłam z życzeniami noworocznymi i ze słodyczami dla Aneczki. Ulicy nie odnalazłam, bo tubylcy nie znają nazw ulic, gdyż są analfabetami.
Dwa dni później doszła mnie smutna wiadomość, że Hanka i jej matka- hrabina Wodzicka, zapadły na ospę.

Młody kapral Roman Szostak przywiózł Marii Irenie list od syna. Przyjechał na urlop do Teheranu, bowiem w spisie osób przybyłych z Rosji, wyczytał nazwisko swej matki.
W ewidencji przejrzałam mnóstwo kartotek, ale matki Romka nie znalazłam, widocznie wyjechała do Afryki.
Nazajutrz przyszedł kapral Szostak, był blady i smutny, powiedział:
-Już wiem, gdzie moja matka. Została w Pahlevi na zawsze.
Po twarzy Romka spłynęły łzy. Troskliwa Maria Irena otoczyła chłopca opieką i matkowała mu, jak własnemu synowi.
Mama pracuje od rana do wieczora. Tłumaczy dla dr Wasilewskiego z języka niemieckiego „Chirurgię polową”.


Noce w Teheranie chłodne, ale w dzień miło grzeje słońce. Pokój ogrzewamy piecykiem naftowym, bo nafta tania i dostępna.
Zwiedziłam stary pałac szachów perskich, zwany gulistan, róż kraina, obecnie dostępny dla publiczności. Pałac tonie we wschodnim przepychu, pokryty pieknymi dywanami, posiada lustrzane sufity i ściany, trony: wschodni i europejski, wysadzane szlachetnymi i półszlachetnymi kamieniami: rubinami, perłami, opalami, turkusami, ametystami i innymi. W gablotkachjest porcelana, zbroja i tkaniny.



Na dziedzińcu, za kurtyną, istnieje drugi tron z białego marmuru, spoczywający na barkach fantastycznych figur, wyobrażających postaci mężczyzn. Pałac otoczony jest wspaniałym ogrodem, pełnym róż.
Mietkowi wysłałam paczkę za pośrednictwem Polskiego Czerwonego Krzyża.

6 stycznia otrzymałam od Mietka list na blankiecie. Pisze, że tęskni i wciąż myśli o mnie.
Powoli poznaję Anglików i Amerykanów. Anglicy są flegmatyczni, małomówni, na ogół stronią od towarzystwa. Amerykanie zaś są bezpośredni, otwarci, tylko fatalne są ich zwyczaje kładzenia nóg na stół i żucie gumy.

Wspaniałe i niezapomniane są noce irańskie.Niebo błękitne, gwiaździste, jak nigdzie na świecie. Kanałami ulicznymi wartko przepływa woda, na ulicach migocą światła lamp elektrycznych, a nad stokami gór dominuje ośnieżona głowica wuklanicznego Demavendu.
Obok współczesnej stolicy istnieje dawna stolica Iranu- Rey, a obok szczątki fresków starożytnego miasta Mobedów-Ragha, spalonego przez Aleksandra z Macedonii.

Powszechnie mówią, że w tym roku będzie koniec wojny. Niemcy z ofensywy przeszli do defensywy. Krążą pogłoski o nowej repatriacji z Rosji.
Hanka Pohorecka z ostrzyżoną głową, a twarz jej zeszpecona ospą.
W Iranie grasuje złośliwa mucha, ukąszenie jej powoduje leśminozę. Wielu Irańczyków, zwłaszcza niewiasty, posiadają blizny na twarzach, są to pozostałości po leśminozie.
Irańczycy nahalnie zaczepiają Polki, czynią im wstrętne propozycje, są żądni białych niewiast, pożądają niebieskookich blondynek.
Ta wieczna nieomal wiosna, te witryny sklepowe pełne towarów, szlachetnych kamieni, te otaczajace nas góry, to lazurowe niebo i gwiaździste noce, wywołują szczególny wpływ na psychikę. Zrozumie to ten, kto żył w Teheranie.

5 lutego otrzymałam list od Mietka pełen dziwnych pytań:
„Jak spędzasz czas, czy bawisz się, czy masz koleżanki i kolegów?”
Cały list jest nacechowany podejrzliwością, w końcu pisze:
„Staraj się o siebie, bo chcę cię powitać we Lwowie taką, jaką cię pożegnałem w roku 1939”.

Łagodna zima, obfitująca w lekkie przymrozki i skąpe opady śnieżne, minęła. Mamy koniec lutego, a już wiosna w pełni, słońce grzeje tak silnie, jak u nas w lipcu.
Rosja Sowiecka odniosła wielkie zwycięstwo na froncie kaukazkim, całą armię niemiecką, w tym 16-tu generałów, wzięto do niewoli.
Po tej wojnie zastaniemy kraj zupełnie zniszczony. Postanowiłam przejść doszkolenie w pielęgniarstwie, by pomagać chorym, w szczególności dzieciom.
Obozy w Iranie maja ulec likwidacji.
Chodzę do kina, a pod wieczór odbywam długie spacery w kierunku teherańskiego muzeum. Przemierzam nowoczesne ulice z okazałymi budynkami publicznymi, ozdobionymi rozetami, kolumnami i rzeźbami, wzorowanymi na starożytnej sztuce Achemenidów. Wspaniałe są sceny gwardii- azad- nieśmiertelnych, uzbrojonych w łuki i strzały.
Nad starożytnym Iranem, okrytym nieśmiertelnością, unosi się symbol współczesnego, odrodzonego Iranu- wschodzące słońce i lew.

W marcu pojechałam w towarzystwie Marii Ireny, Janki i Zygmunta Maja do Szemrany, miejscowości letniskowej, położonej wśród strumyków i zalesionych gór. Stamtąd poszliśmy pieszo do cudnego Derbentu, otoczonego malowniczymi krajobrazami. U zboczy gór, często w samych górach, bogaci Irańczycy wznieśli wspaniałe wille i pałacyki. Siedzimy w parku klimatycznym, wśród rozkwitłych róż, majestatycznych klombów i długich rabatek, obsadzonych barwnymi kwiatami, a przystrzyżone żywopłoty nadają szczególnego uroku.
Miła, kochana Aneczka Pohorecka choruje na czynną gruźlicę. Lekarze nie mają nadziei uratowania jej. To są skutki nędzy i biedy, jaką przeżyli w Rosji Sowieckiej, na stepie Kazachstanu w Urdżarze. Jak okrutnie los doświadcza tę rodzinę.
My, Polacy, zostaliśmy wstrząśnięci do głębi wieścią o lasku katyńskim, gdzie sowieci wymordowali jeńców wojennych- oficerów polskich. Wszędzie słyszę szloch żon, dzieci, matek, braci i sióstr pomordowanych. Historia świata nie zna podobnego bestialstwa na bezbronnych jeńcach.

25 kwietnia mieliśmy w Delegaturze święcone przy udziale ministra Stańczyka. Były mowy i toasty przy suto zastawionych stołach, a ksiądz Szłapa całował się z socjalistą ministrem Stańczykiem, z którego powodu inż. Kolbuszewski ze Lwowa objawił głośne niezadowolenie.
Cnotliwa Zuzanna z ewidencji odczytała dowcipny pamflet, czym wzbudzała salwy śmiechu.
Poza pracą kancelaryjną i kinem, dociekałam zagadnienia irańskiej dynastii Achemenidów i Sassanidów, szczególnie interesowała mnie starożytna religia mazdajańska i jej twórca, prorok Zarathushtra, który żył 1100 lat a.C.n.


W Teheranie zgłębiłam założenia mazdajanizmu, zawarte w księgach Avesta i Vendidad, opanowałam poprawną terminologię irańską, że panem światłym był Ahura Mazda, przeciwieństwem jego Angro Maynush. Pojęłam znaczenie ognia, podzielonego na kilka stopni i stwierdziłam, że zmarłych nie grzebią, ani spopielają, tylko składają w wieżach milczenia, dakhme, na pożarcie sępom.


2 komentarze:

  1. Pierwsze zdjęcie- Gulistan, na podstawie fotografii znalezionej w internecie.
    Drugie i trzecie zdjęcia- tkaniny w Gulistanie.
    Czwarte- tron wewnątrz pałacu w Teheranie.
    Piąte- symbol Zaratusztrianizmu.

    OdpowiedzUsuń
  2. Bezczelny jest ten Mietek, oczekiwać aby żona wygladała po wszystkich przeżyciach tak samo. No jakbym go dorwała...Zresztą imię to nigdy nie budziło mego zaufania!

    OdpowiedzUsuń